Żel z żywokostem

Zdecydowanie polubiłam się z łąkową kosmetyką i tym razem sięgnęłam po żel do twarzy i dłoni z żywokostem marki Floslek Pharma. Najpierw jednak kilka słów o samym działaniu żywokostu (Symphytum Officinale):

– stosuje się go przy problemach z tkanką kostną
– stanach zapalnych ścięgien
– zakrzepowym zapaleniu żył
– zawiera allantoinę, która pobudza tkanki do regeneracji
– regeneruje i napina skórę – działanie przeciwzmarszczkowe
– zwalcza opuchliznę
– działa znieczulająco
– przyśpiesza gojenie ran

Z ciekawostek, na uciążliwe ugryzienia komarów pomaga właśnie okład z żywokostu, a że jest to roślina rosnąca dosłownie wszędzie dookoła, można się nią ratować na wakacjach 🙂

Nie należy stosować żywokostu wewnętrznie, ponieważ działa toksycznie na wątrobę.

20160624_092833

Co zaś się tyczy samego kosmetyku, tak wygląda skład: <doz>

Skład według INCI

Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, Symphytum Officinale Rhizome/Root Extract, Propylene Glycol, Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

A tak brzmią obietnice producenta:

Właściwości

Zawarty w żelu wyciąg z korzenia żywokostu, bogaty w związki śluzowe, naturalną alantoinę i garbniki działa przeciwzapalnie i ściągająco, łagodzi zmiany łuszczycowe. Prowitamina B5 przyspiesza i ułatwia odnowę i regenerację naskórka. Żel intensywnie nawilża i wygładza skórę. Szybko się wchłania.

Efekt: bardziej odporny i elastyczny naskórek, zregenerowana, nawilżona i miękka skóra.

Przeznaczenie

Pielęgnacja każdego rodzaju skóry, zwłaszcza suchej, zniszczonej i zwiotczałej a także przy regeneracji naskórka po odmrożeniach i oparzeniach. Pomocny w rekonwalescencji po kontuzjach i urazach kończyn.

20160624_092841

Żel testuję już od ponad miesiąca więc co nieco już o nim mogę powiedzieć. Jest przeźroczysty i pozbawiony zapachu. Po nałożeniu czuć lepkość przez kilka sekund, ale to uczucie błyskawicznie mija. Przy mega suchej skórze dał sobie radę solo, za co ma u mnie wielkiego plusa, w połączeniu z kremem bądź serum jest rewelacyjny, kiedy szukamy czegoś lekkiego, ale skutecznego. Nałożony wieczorem napina skórę i wcale nie daje poczucia nawilżenia ale rano twarz wygląda zaskakująco dobrze, częściowo poradził sobie z problemami skórnymi. Rano dobrze się zachowuje jako baza pod makijaż. Nie jest to jakieś super remedium, ale ładnie nawilża, poprawia stan skóry, koi i jest świetnym rozwiązaniem na lato, kiedy ciężkie kremy są nie do zniesienia. Jak dla mnie 10/10. W dodatku cena też jest przyjemna, bo wynosi około 9zł. Floslek ma w swojej ofercie bliźniaczy żel tym razem aloesowy, który już jest na mojej liście zakupów.

Reklamy

porozmawiajmy o nagietku

Na mojej mojej półce z mazidłami niepodzielnie ostatnio królują produkty z nagietkiem (łac. calendula officinalis). Ten śliczny, płomienny kwiatek z miękkimi płatkami, które uwielbiałam obdzierać jako dziecko, okazał się być niezwykle użyteczny i zbawienny dla mojej skóry. Jego dużym plusem jest stosunkowo mała alergenność i ogromna użyteczność. W najbliższym czasie planuję również sprawdzić jego działanie „od wewnątrz” jest on bowiem jadalny. Zdarzało mi się w życiu jadać już różne rzeczy (polecam stokrotki i ich orzechowy posmak!) więc nagietek sprawdzi się jako piękne uzupełnienie letnich sałatek (kwitnie od kwietnia do września. Muszę go tylko upolować w jakimś czystym, niezanieczyszczonym miejscu. Nie chciałabym, żeby ilość dobroczynnych składników zrównoważyła ilość ołowiu albo innych paskudztw.

Jakie jest działanie nagietka?
* stymuluje gojenie
* ma właściwości antyoksydacyjne
* działania przeciwzapalnie i przeciwobrzękowe
* stosuje się go w leczeniu oparzeń termicznych i słonecznych
* regeneruje i nawilża – szczególnie polecany jest do skóry wrażliwej, naczynkowej czy łuszczycowej
* wzmacnia odporność
* ma właściwości uspokajające i rozkurczające – jest polecany przy bolesnych miesiączkach
* hamuje wzrost komórek nowotworowych
* ma działanie żółciopędne – wskazany przy problemach żołądkowych
* działa kojąco na oczy – pomocny przy zapaleniach spojówek czy zmęczonych oczach

W wersji nieprzetworzonej używam go jako toniku. Łyżkę płatków zalewam wrzątkiem i parzę pod przykryciem przez 30 minut, następnie odcedzam i zostawiam do wystygnięcia. Tonik przelewam do psikacza po mgiełce do ciała i używam go zarówno do twarzy jak i włosów. Delikatnie rozświetla twarz, pomaga na drobne zaczerwienienia i zostawia buzię ładnie nawilżoną. Włosy natomiast są po nim miękkie i błyszczące. Przy okazji, płatki mają śliczny słodki, nieco miodowy zapach a duża torebka, która starczy na mnóstwo czasu kosztowała cztery złote. W dodatku spójrzcie na ten olśniewający kolor!

Wracając do kwestii kremów, mam trzy okazy. Maść i krem z Ziai oraz krem z Ziołoleku.

20160606_103339.jpgZiaja, krem nagietkowy bezzapachowy

Zaletą produktów z nagietkiem jest to, że nie kosztują dużo, w tym wypadku 50ml kosztowało mnie jakieś cztery złote. Zawiera wyciąg z kwiatów nagietka i witaminę E. Sugerowany dla skóry normalnej, suchej i wrażliwej.

Skład według INCI
Aqua, Paraffinum Liquidum, Cera Microcristallina, Paraffin, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Sorbitan Sesquioleate, Ceresin, Calendula Officinalis Flower Extract, Tocopheryl Acetate, Magnesium Sulfate, BHA, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Citric Acid.

Krem jest bezzapachowy, półtłusty i zdecydowanie nie nadaje się pod makijaż. Po pięciu godzinach twarz wciąż się świeci i niestety nie jest to równoznaczne ze świetnym nawilżeniem i odżywieniem. Właściwie to jestem nim zawiedziona bo wystarczyło, że poopierałam chwilę brodę na poduszce i cała twarz się świeciła a broda wymagała ponownej aplikacji, bo skóra wracała do pierwotnej, uciążliwej suchości. Denerwujące. Wspomniałam, że nie nadaje się pod makijaż? Nie jest tak do końca beznadziejny, zdarza mi się rano nałożyć na twarz większą różnorodność kremów niż kolorówki i nakładany punktowo na najgorsze przesuszenia dawał sobie radę. Dopiero pod wieczór przebijały się skórki a odpowiednio przypudrowany nie wyglądał źle. Mimo wszystko wolałabym, żeby krem, który nakładam na noc sprawiał, że budzę się bez potrzeby wklepywania rano pięciu różnych kremów. Nie mniej, ładnie koi zaczerwienienia, jakieś drobniejsze suchości, pomaga pozbyć się niedoskonałości. Jak dla mnie wypada na mocne 6/10 ale raczej nie zakupię drugiego opakowania.

20160606_103306.jpgZiaja, maść nagietkowa

Produkt trochę droższy, bo w porywach kosztuje do sześciu złotych, ale ja zazwyczaj kupuję go za około 4,50zł za 20g. Wskazany przy drobnych stanach zapalnych czy zranieniach.

Skład
Substancja czynna: 1 g maści zawiera 700 mg wyciągu z nagietka
Ekstrahent: olej parafinowy.
Substancje pomocnicze: wazelina biała, parafina stała.

W tym wypadku jest to mój całkowity ulubieniec. Nakładam go różnie, albo punktowo, albo na całą twarz, w zależności od potrzeby, zawsze na noc – jest to typowa maść, nie ma mowy, żeby utrzymał się na niej korektor czy podkład. Fantastycznie leczy opuchliznę wokół ranek, ściąga siniaki, leczy zadrapania, pomaga pozbyć się opryszczki, leczy ropienie, wysypkę i pryszcze. Chyba stosowałam ją już na wszystko i za każdym razem nie byłam zawiedziona. Opakowań zużyłam już całe mnóstwo. Codziennie na noc nakłada ją również moja czternastoletnia siostra, dzięki temu udało się jej pozbyć większości młodzieńczego wysypu na buzi i żałuję, że mi w jej wieku nikt nie podsunął tej maści. Radzi sobie ze wszystkim wspaniale. Na szczęście jej przepiękny żółty kolor nie przekłada się na twarz i po nałożeniu wciąż wygląda się jak człowiek 😉 Niezaprzeczane 11/10.

20160606_103320.jpgKrem nagietkowy Ziołolek

Znów mniej niż 10zł, jeśli dobrze pamiętam ja kupowałam go za pięć złotych ale z tego, co teraz widzę, bez promocji kosztuje siedem za 50ml. W tym wypadku mamy w składzie olejowy wyciąg z nagietka, olej parafinowy, kwas mlekowy oraz glicerynę i witaminę E. Zalecany dla cery normalnej oraz suchej, wrażliwej i skłonnej do podrażnień.

Skład według INCI
Aqua, Parrafinum Liquidum, Polyglyceryl-4 Isostearate (and) Cetyl PEG/PPG- 10/1. Dimethicone (and) Hexyl Laurate, Isopropyl Myristate, Glycerin, Calendula Officinalis, Sorbitol, Ceresin, Ozokerite, Decyl Oleate, Sorbian Sasquioleate, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Imidazolidynyl Urea, Parfum, Methylparaben, Ethylparaben, Lactic Acid, Citral, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene.

Mam mieszane uczucie co do tego kremu. Producent obiecuje szybkie wchłanianie i możliwość zastosowania pod makijaż. W tej roli tego kremu zupełnie nie widzę. Po pierwsze jest mega tłusty, po drugie, trzeba go nałożyć naprawdę sporo, bo konsystencje ma toporną i bardzo ciężko go rozsmarować. Na szczęście nadrabia to wydajnością. Zapach ma taki ziołowy, apteczny, jak dla mnie nie najprzyjemniejszy, ale też nie jakiś straszny. Na twarzy go nie czuć, trzeba tylko ręce dobrze domyć. W działaniu jest jednak świetny, znacznie lepszy od kremu z Ziai. Rano twarz jest świetnie nawilżona, pomógł mi się pozbyć kaszki z twarzy, „powyciągał” i wyleczy ropienieł. Działanie w pełni rekompensuje problemy z aplikacją i zapach. Mocne 9/10.

ODKRYCIA MAJA

Czas na kolejne podsumowanie miesiąca. Ciężko mi było wybrać tylko kilka rzeczy, ponieważ odkąd pracuję w centrum handlowym to sami rozumiecie, ciężko jest przejść obojętnie obok trzech fajnych drogerii obok siebie. Zwłaszcza kiedy wciąż ma się wymówkę, że jeszcze nie znalazłam kremu idealnego i tylko testując odnajdę ten jedyny. Tak samo wygląda sytuacja z zakupami z Chin, przy czym dochodzi do tego jeszcze ekscytujące czekanie na przesyłkę. Uwielbiam czekać na listonosza z workiem paczek dla mnie. Przy okazji, wiem, że jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia ale Nikon chwilowo odmówił posłuszeństwa więc wspomagam się aparatem w szajsungu. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Do rzeczy:

20160606_103854Krem BB i kredka do brwi z Aliexpress

Dwa zakupy poczynione pod wpływem „ojej, to tylko kilka centów, taniej niż w tutaj”. Na całe szczęście są to zakupy całkowicie satysfakcjonujące. Słynny krem z BB i kredka do brwi z Aliexpress. Krem ma w końcu ładnie dobrany odcień do mojej skóry i zaskakująco dobre krycie oraz trwałość. Do kredki natomiast musiałam się przekonać i nauczyć się jej obsługi, do tej pory używałam tylko cieni do brwi. Od kiedy ogarnęłam co i jak, jest moją wielką miłością i brwi się nią robi w dwie sekundy a wiadomo – szybszy makijaż = więcej snu.

20160606_104034Green Pharmacy, Przeciwzmarszczkowy krem odżywczy `Róża`

Krem jest moją wielką miłością. Wielką, bo po pierwsze ma fantastycznie wielką pojemność i zadziwiająco małą zużywalność, po drugie, fenomenalny zapach! Przypomina mi aromat konfitury z róży z czasów mojego dzieciństwa i lubię czasami pójść do łazienki tak po prostu sobie go powąchać. W dodatku pozostawia twarz super nawilżoną i odżywioną, cudownie gładką. W 99% mój ideał.

20160606_104046Golden Skin Care, Hialuronowe Nawilżenie, Serum do twarzy, szyi i dekoltu

Serum jest moim hitem. Nakładam je rano po toniku, na nie krem i zapominam o suchych skórkach. w Dodatku kosztuje grosze bo na promocji upolowałam je za pięć złotych z groszami i po dwóch dniach wróciłam się po drugie opakowanie. Zastanawiam się tylko dlaczego tak długo czekałam z tym aby je kupić? Oszczędziłoby mi to wiele czasu spędzonego nad rozpaczaniem przed lustrem.

20160606_104112Żel ze świetlikiem i chabrem bławatkiem do powiek

I ostatni ulubieniec, czyli żel pod oczy z Flosleku. Odkąd zaczęłam pracować zdarzało mi się spędzić 13h przed komputerem. Możecie sobie wyobrazić, w jakim stanie były później moje oczy z sześcioma minusami w okularach. Żel ładnie ukoił i uspokoił wszelkie zaczerwienienia i pieczenie. Jestem w nim totalnie zakochana!

I to już wszystko, z racji miliona promocji i słabej woli w podsumowaniu czerwca możecie się spodziewać miliona recenzji 😉