Kremy do rąk Vianek

Dorobiłam się w ostatnich miesiącach dwóch kremów do rąk Vianka. Mam ostatnimi czasu małego fioła na punkcie tej marki, ale cóż pocznę, kiedy ich produkty są takie proste, ukwiecone i dziewczęce? No i działają. Ale nie oszukajmy się, ładny dizajn to już połowa drogi do odniesienia sukcesu na rynku. W każdym razie robię sobie coraz większą łąkę na półce z kosmetykami i dobrze mi z tym.

Wersję odżywczą nabyłam wraz z resztą dobrobytu w jednym z Joyboxów. Z początku się nie polubiliśmy. Ten krem ma ZAPACH. Dokładnie tak, niezbędny tu jest ów wersalik, ponieważ pstrykając otwarcie zapach w jedna chwilę dosięga wszystkich kątów pomieszczenia. Jedziesz autobusem — pół autobusu nagle pachnie kremem. Zapach jest słodki, bardzo. Dopiero po jakimś czasie mój chłopak odkrył, że to jest dokładnie ten sam zapach, jaki miały w dzieciństwie sprzedawane w szkolnych sklepikach okrągłe gumy przypominające arbuza. Jest identyczny. Uroczy, nieco przytłaczający, jeśli nie jest się przygotowanym na taką intensywność, można tego kremu używać niemalże jak perfum, bo całkiem długo trzyma się na skórze. Wzbudza zainteresowanie przypadkowych „wąchaczy”. Mamy w tym kremie dużo dobrych rzeczy: miód, lecytyna, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło Shea, ekstrakt z szyszek chmielu. 75 ml, ekologiczne uprawy, naturalne składniki, kompozycje zapachowe bez alergenów, nietestowane na zwierzętach. Dużo dobrych, zachęcających cech. Na całe szczęście działanie nie psuje dobrego wrażenia. Ten krem rzeczywiście dobrze nawilża i odżywia. Tak bez ściemy, że za 15 minut trzeba znowu zaaplikować. Jak już się przełamałam co do zapachu to otrzymałam miłość do grobowej deski. Genialny krem.

img_20170213_140218

Nawilżającego przyjemniaczka upolowałam w Naturze, kiedy to z nieznanych mi przyczyn przeceniono go niemalże o połowę wraz z odżywką z tej samej linii. Rzecz jasna, sumiennie zapłaciłam dychę (za dwa Vianki!) i zadowolona przyniosłam parkę do domu. W tym wypadku również 75 ml zawiera mocznik (5%), ekstrakt z robinii akacjowej, olej z kiełków pszenicy i masło Shea. Jest dużo lżejszy od swojego chmielowego brata, ale zgadza się to również z opisem na opakowaniu, chmielowy opisany jest jako bogaty a akacjowy jako lekki. Przekłada się to również na zapach, który jest wyczuwalny, słodki, ale też bardzo dyskretny. Idealny do używania po kryjomu co często zdarza mi się w pracy i na wykładach. Również bardzo ładnie nawilża, ale nie mamy tu już takiego genialnego efektu jak w odżywczym. Nikt go z resztą nie obiecuję za co w sumie producent ma ode mnie plusa bo wiem już, że kiedy na etykietce Vianka coś jest napisane to tak będzie a czego nie ma to nie ma i kropka.

Słowem podsumowania, obie wersje polecam gorąco i z całego serca. Dawno już nie miałam tak przyjemnych kremów do rąk: )

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s